czwartek, 19 lutego 2015

Na placu zabaw: wielkie możliwości

przeczytałam wczoraj ciekawy felieton, w którym  Zuch pisze, że wychowujemy przegranych. W pierwszej chwili trudno nie przyznać mu racji – zaszły spore zmiany w podejściu do wychowywania dzieci, wolno im co najwyżej nam było w ich wieku.Można by uznać, że działa to ze szkodą dla budowania własnych doświadczeń, czego konsekwencją może być nieporadność życiowa.


Innym powodem różnic może być większy poziom wiedzy nie zaledwie specjalistów a całego społeczeństwa. Poziom wykształcenia może być wyższy a za tym idzie potrzeba eliminowania potencjalnych niebezpieczeństw. Rozwój techniki pozwala na „innowacyjne” rozwiązania – kto kiedyś pomyślał o kasku, pasach w adresem samochodzie czy specjalnym fotelu dla dziecka. Dziś będą niezbędne albo to nie dlatego, że czasy będą gorsze – może być więcej aut na drogach, więcej kierowców, samochody będą szybsze bądź więcej „mogą”. Dawniej dzieci biegały albo grały na ulicy, dziś rzadko który dorosły się nią przechadza, bo pewnie zostałby wytrąbiony. Prawdą chociaż jest, że prawie zawsze sami zapędzamy się w kozi róg – wszystko musi być uregulowane prawnie (nawet wiek dziecka pozwalający na samodzielne zabawy na podwórku), nie czuć w tej chwili tej wspólnoty czy współodpowiedzialności. Nie obchodzi nas to co dzieje za drzwiami naszych domów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz