Poszliśmy za ciosem. Udało się nad Bugiem, to czemu nie zabrać Stasia dalej? Właśnie taka myśl zakiełkowała nam w głowach jakieś dwa tygodnie temu. Ba, co tam zabrać dalej, to teraz nie o dystans chodzi, sprawdźmy lepiej, bądź nowe powietrze nie zaszkodzi naszemu pierworodnemu i będzie słodko spał nie w swoim łóżeczku, ale w zupełnie obcym miejscu. Owszem, pojawiły się pewne obawy, ale ostatecznie groziła nam zaledwie nieprzespana noc, a to chyba w oczach młodego rodzica raczej norma aniżeli stan nadzwyczajny.
Następnego dnia zostało pakowanie i spacer po rynku. Pogoda nam sprzyjała, bo świeciło ładne słońce i zaledwie Stasio nie był z tego powodu zadowolony. Zdążyliśmy aktualnie poznać, że kiedy Stasia dosięgają jakiekolwiek promienie słoneczne, zachowuje się jakim sposobem rodowity mieszkaniec Transylwanii bądź tak się kręci, jakby home to słońce miało go żywcem spalić. Nieważne, czy to spacer, albo w domu. Widać, że chłopak urodzony ciemną jesienią bądź się jeszcze nie przyzwyczaił.
Po spacerku nie pozostało nam nic innego jak wsiąść do auta czy obrać kierunek na północny wschód, a konkretnie do IKEI.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz